Wszystko się dzieje w social media…

Budzisz się rano. Jest piękna, słoneczna pogoda. Taki dzień w którym myślisz „ Wow. Dzisiaj wszystko musi się udać”. Jednak okno to nie pierwsza rzecz do której zaglądasz zaraz po przebudzeniu. Oj nie. Twoja ręka sięga po telefon, a palec kieruje w stronę app-ki w kształcie litery F lub małego, śmiesznego aparaciku z napisem Instagram. Brzmi trochę abstrakcyjnie jednak jakkolwiek byś się nie wypierał ostatecznie przyznasz mi rację. Żyjemy w czasach, kiedy strach przed „nie byciem na bieżąco” i „umknięciem czegoś ważnego” jest większy niż przed czymkolwiek innym. Czy to źle? Zależy.


Me gusta, drogi milordzie.
Osoby starsze… no dobrze odrobinę bardziej doświadczone powiedzą, że tak. Można śmiało powiedzieć, że są wręcz oburzone faktem, że aż tyle można spędzać czasu przed monitorem swojego smartphona, czy tabletu. Dzielenie się każdą chwilą z innymi na Snapchacie, spamowanie Facebooka wakacyjnymi selfie z łapki, czy szalone hasztagowanie Instagrama to standard każdego dnia dla wielu osób z całego świata. Cóż…trzeba sobie jasno powiedzieć, że to znak dzisiejszych czasów, z którym nie dość, że nie wygramy, to jeszcze będziemy musieli go zaakceptować.
Młodsze pokolenie odnajduje się w wyżej wymienionych realiach wręcz wybornie. Kosztem spotkań face to face na przysłowiowym trzepaku, czy ławeczce w parku kreuje się u nich silny pociąg do kreatywności. W końcu każde zdjęcie musi być SWAG i YOLO. Nie wiesz o czym mówię? To niezawodny znak, że należysz do pierwszej, opisanej przeze mnie grupy na Facebooku.
Pomiędzy sceptykami oraz wielkimi fanami social media istnieje jeszcze cała gama indywidualnych opinii na ten temat. Najczęściej są to cisi obserwatorzy, którzy niby konto mają, ale wchodzą na niego sporadycznie, zazwyczaj dlatego, bo usłyszeli, że „ktoś gdzieś na tego fejsbuka zdjęcia z wakacji wrzucił.”
My natomiast dalecy jesteśmy od szufladkowania kogokolwiek. Sami oceńcie gdzie jest Wasze miejsce w tym zawiłym i trudnym wirtualnym światku.


We love Polan… social.
My Polacy kochamy social. I nie mam tutaj na myśli słynne 500+ (stop politycznym komentarzom). W marcu ubiegłego roku jak podaje portal paidsocial.pl miesięcznie do Facebooka logowało się aż 14 mln unikalnych użytkowników, a aż ponad 10 mln robiła to każdego dnia! Instagram oraz Twitter pozostają w tym względzie wciąż bardzo niszowe mimo iż takimi wynikami jak oni chciałby pochwalić się nie jeden duży portal internetowy. Oba media społecznościwe odwiedzało codziennie odpowiednio 2,3 mln i 1 mln naszych rodaków. O czym to świadczy? Tak naprawdę o niczym nowym. Lubimy się chwalić i podglądać innych  Taka ludzka natura.


Hajs z Youtuba musi się zgadzać.
No, a jakże. Tam gdzie są ludzie tam i pojawia się okazja zarobku dla sprzedawcy. Jeden ze znanych wyjadaczy branży sprzedażowej w swojej autobiografii opowiadał jak to na początku kariery, gdy Internet był jeszcze „w pieluchach” podczas widowiska sportowego, kiedy kibice wyrzucali ręce w powietrze w geście radości i zwycięstwa on rozrzucał w to samo niebo swoje wizytówki. Kreatywnie? Jak najbardziej. Dziś jednak takie chwyty są reliktami zamierzchłej przeszłość. W dzisiejszych czasach na polu social media toczy się prawdziwa batalia o względy klienta. Wielkie korporacje zatrudniają sztaby ludzi z olbrzymim budżetem aby nieustannie planowały i pilnowały Facebook-owego i Instagram-owego inwentarza. Weźmy np. takiego Youtuba. Poza małymi, ślicznymi kotkami i całą gamą lepszej i gorszej muzyki jest to płodny sposób komunikacji z potencjalnymi klientami. Tutaj dobrzy twórcy filmików narzekać po prostu nie mogą. No pod warunkiem, że nie masz akurat teraz 300 tyś subskrybentów. Wtedy jeszcze musisz chwilkę „poświrować” przed tą kamerką. Duże korporacje, wszelkiej maści banki i firmy produkujące odzież wykładają krocie aby ich produkt znalazł się chociaż na ułamek sekundy w kadrze topowych youtuberów w Polsce i na świecie. Takie tam malutkie lokowanie produktu. A przysłowiowy „hajs z Youtuba”? Zgadza się u najlepszych i największych. Są to wypłaty rzędu od 2 – 10 tyś za odcinek jednak czynników w tym przypadku jest zbyt wiele, żeby uogólniać te stawki.
Jak sytuacja ma się z Facebookiem, czy Instagramem? Temu poświęcę osobny artykuł.
Chciałbym jednak, abyście wynieśli z mojego wywodu jedną prawdę. Klienci w dzisiejszych czasach potrzebują zobaczyć Twoją firmę od zaplecza, poczuć emocje, zobaczyć jej ludzką twarz. Nie ma na to lepszego miejsca niż Social Media. Chyba, że konkurencyjność na lokalnym lub ogólnopolskim rynku w ogóle Cię nie interesuje.

 

PODOBAŁO SIĘ? PRZECZYTAJ INNE POSTY.


No Comments Yet.

Leave a comment

You must be Logged in to post a comment.